Ukrainki do sprzątania, sadu, pierogów i seksu

Pisz tutaj o nurtujących problemach mieszkańców gminy Piaseczno, ich pomysłach oraz propozycjach rozwiązania.

Moderator: GTW

Ukrainki do sprzątania, sadu, pierogów i seksu

Postautor: Beata » czw kwie 02, 2015 2:56 pm

Obrazek

Ukrainki do sprzątania, sadu, pierogów i seksu. Na "targu niewolników" w Piasecznie

CYKL REPORTERSKI "TAK PRACUJĄ UKRAINKI W POLSCE". Polak zamknął dwie Ukrainki w piwnicy. Wypuścił po dwóch tygodniach, ale nic nie chciały opowiadać. - Na policję nie poszły? - dopytuję. - Przecież my tu nie mamy żadnych praw

Stoisz przy drodze i czekasz na Polaka. W niedzielę, w mróz, od piątej, szóstej rano. To właśnie dziś Polak może się obudzić z myślą: "Nie mam żadnej uprasowanej koszuli", albo z refleksją: "Po co płacić składki za pracownika, skoro mogę nie płacić?". Wtedy wsiądzie w samochód i przyjedzie po Ukrainkę: do mycia okien, kiszenia kapusty, zrywania wiśni. Albo Ukraińca: do malowania ścian, ładowania węgla, składania rusztowań. Płaci czasem 7, a czasem nawet 20 zł na godzinę. Czasem pod koniec dnia zapłaci mniej, niż obiecał, albo nawet nie zapłaci w ogóle. Ale lepsze to, niż pracować przez miesiąc i dostać figę z makiem.

I ja o świcie jadę na nielegalną giełdę pracy do Piaseczna. Ukraińcy nazywają ją czule "bazarkiem", Polacy dosadnie - "targiem niewolników".

Mleko to zdrowie

Zamiast adresu znajomi Ukraińcy dali mi wskazówki jak z filmów sensacyjnych: "Dojedziesz do Dworcowej, wysiądziesz, skręcisz w lewo, pójdziesz prosto 60 metrów. Tam będą stali". Jest ciemno, zaczepiam idącą kobietę. To Ukrainka. - Dziecko, wyglądasz jak moja córka. Na bazarku, biedna, chcesz stać? Daj swój numer. Jak będę miała sprzątanie dla ciebie, zadzwonię. Teraz idź prosto, aż do starej mleczarni.

Dochodzę do obdrapanego budynku z ledwo widocznym napisem na elewacji "Mleko to zdrowie". Rzeczywiście stoją! Na rogu trzech Polaków, za rogiem 20, może 30 Ukraińców. Wydają się tacy sami: ciemne kurtki, ciemne czapki, wszystkie ręce w kieszeniach. Szary męski tłum.

Naprzeciwko, po drugiej stronie drogi - tak jakby stać razem nie wypadało - czekają ukraińskie kobiety. Każda z dużą torbą na ramieniu (ma w niej ubrania na zmianę). Zadbane, pogodne - jaśniej jest po tej stronie drogi.

- Uuu, nie masz szans. Nikt cię nie weźmie, bo wyglądasz jak Polka! - słyszę. Jako jedyna mam plecak, grube okulary i jestem nieumalowana (przed piątą miałam to robić?!).

Opowiadają. Roksana: - Składam wczoraj pudła w magazynie. Przychodzi Polak i coś tam mówi, a na koniec jak nie krzyknie: "Co robisz, [cenzura]?". Mało rozumiem, ale to zrozumiałam. Więc mówię do niego: "Ja nie [cenzura], ja matka trojga dzieci!".

Olena: - Przesłyszałaś się. To nie "[cenzura]", ale "kurde". Polacy używają tego po każdym zdaniu.

Marina: - A pamiętacie Ninę, co tu stała w poniedziałek? Polak ją wczoraj wyrzucił. Poszła do niego sprzątać, a tam dom jak pałac, meble z czerwonego drewna. Mówi: "Myj", więc ona wzięła jakiś płyn i zaczęła te meble wycierać. A to był domestos!

Jedna przez drugą: - Specjalnie to zrobiła? Na złość? Każdy wie, że to do klozetu.

Oksana: - A jeśli ona na swojej wiosce klozetu nie miała?

Tu stają te do seksu

Chichoczą, ale czujnie. Kątem oka każda obserwuje jezdnię. Po męskiej stronie zatrzymują się dwa samochody. Chwila negocjacji i już odjeżdża sześciu szczęśliwych Ukraińców. - Ksenia, ciesz się, wzięli twojego męża! - mówi Roksana. A każda patrzy na szosę jeszcze wytrwalej.

Roksana: - Tydzień temu młody pan wziął do samochodu kobietkę, która u niego robiła na jabłkach. Odjeżdżają, ale patrzę, że za chwilę samochód staje i ona z płaczem wybiega. „Co się stało?” - pytam. „Powiedział do mnie: » Tym razem biorę nie do jabłek, ale do kochania «”. A ona miała z 60 lat!

- Często tak bywa? - pytam ze ściśniętym gardłem.

Kilka kobiet kiwa głowami. Olena: - Jak przyszłam tu pierwszy raz, to stanęłam o tam, przy krzaczku, bo nikogo nie znałam. Inne się na mnie dziwnie patrzyły i coś do siebie szeptały. Jedna wreszcie podeszła: "Chodź bliżej nas. Tu stają te do seksu".

Gala: - Polak wziął mnie i koleżankę do malowania altanek w Konstancinie. Duży dom, wysoki płot. Weszłyśmy do ogrodu i malujemy te altanki, ale on prosi, żebym zostawiła na chwilę koleżankę i zmieniła mu pościel. Wchodzę więc do sypialni, a on podchodzi z tyłu i zaczyna mnie macać. Wybiegłam z krzykiem, chciałyśmy z koleżanką uciec, ale brama wyjazdowa była zamknięta. Co było robić? Dalej malowałyśmy te altanki.

Larissa: - W Piasecznie niedawno Polak zamknął dwie nasze kobiety w piwnicy. Wypuścił po dwóch tygodniach, ale nic nie chciały opowiadać.

- Na policję nie poszły? - dopytuję.

Roksana: - Przecież my nie mamy żadnych praw.

Sąsiad złowił rybę

Mija godzina. Zimno jak diabli. Olena: - Niechby Poroszenko tu do nas na bazarek przyjechał. Wtedy by zobaczył, jak żyją Ukraińcy na emigracji...

Latem jest łatwiej. Polacy często biorą na pola. Rolnik płaci z 7 zł za godzinę albo na akord, wtedy można zarobić nawet 100 zł przez dzień. Często daje pracę na kilka tygodni, bywało, że zapewniał dach nad głową, czasami nawet obiad. Ale praca jest ciężka.

Anna: - Na rzodkiewkach wytrzymałam 6 dni. Płacili 3,5 zł od skrzynki. W skrzynce było 50 pęczków rzodkiewek, w pęczku - po 12 sztuk. Nie byłam przywykła do tak ciężkiej pracy. W ciągu 12 godzin zbierałam po 12 skrzynek, choć inne kobiety robiły nawet 30. Za mieszkanie u właściciela pola płaciłam 5 zł za dzień. Pracujesz schylona przy ziemi, zimno jak na Syberii. A jak pada deszcz, to siedzisz w tym błocie cały dzień.

Kateryna: - Na burakach było jak w obozie koncentracyjnym. Nie mogliśmy wstać, bo wtedy niby się wolniej pracuje. Nie mogliśmy gadać, trzeba było sobie na migi pokazywać. Na obiad rolnik dał nam jedną kanapkę i kubek herbaty - i to wszystko. Sofija: - U nas w okolicy Tarnopola w każdym miasteczku jest kierowca, który pomaga znaleźć pracę w Polsce. Jak zaczyna się sezon na szklarnie i sady, nabiera ludzi i wiezie. Kilka lat temu było łatwiej, bo Ukraińców było mniej. Teraz uciekają do Polski ci ze Wschodu. Zrobiło się nas za dużo! Halyna: - 400 zł musiałam zapłacić takiemu kierowcy, żeby mnie z Drohobycza na truskawki przywiózł. Przez pierwsze trzy dni padał deszcz, więc siedziałyśmy i narzekały. Mnie akurat mąż z dzieckiem zostawił, a te starsze kobiety narzekały na swoje synowe. Nie wytrzymałam. Poszłam szukać innej pracy. Godzinę szłam pieszo, potem ktoś mnie podwiózł do miasteczka. Znalazłam pracę i z nowym gospodarzem wróciliśmy samochodem po moje rzeczy. Ale rolnik od truskawek nie chciał oddać mojego paszportu, więc tamten nowy zapłacił mu 50 zł.

Halyna nagle urywa, zerka w lewo, chwyta torbę i już jej nie ma. Za nią zaczynają biec 20-letnie dziewczyny i emerytki. Do czarnego bmw, które stanęło kilkanaście metrów dalej, biegnie już ze 30 kobiet. Nie mam szans. Auto bierze dwie panie do sprzątania i odjeżdża. Muszę wyćwiczyć refleks.

Wszystkie jesteśmy jednak podniesione na duchu. To tak, jakby po całym dniu wędkowania sąsiad złowił rybę. A nuż wreszcie zacznie brać?

Czekamy dwie kolejne godziny. Mróz. Kobiety przestępują z nogi na nogę, młodsze podskakują. Ale żadna nie rezygnuje. Jedna poszła na chwilę do lumpeksu, druga na bazar po sukienkę dla córki, która została na Ukrainie. Wracają i stoją dalej, o dziesiątej tak samo spokojne jak przed szóstą.

Zastanawiam się, ile można tak stać. Mówią, że nawet dwa tygodnie. Żadna nie czekała dłużej. A w międzyczasie i tak każda szuka pewniejszej roboty. Obdzwaniają znajomych Ukraińców: "Masz jakąś pracę dla mnie?".

Pij, jak zaproponują

Niecierpliwi się tylko Marina, bo w Polsce jest dopiero od kilku dni. Ma czterdzieści parę lat i białe kozaczki na nogach. Wczoraj wzięli ją do sprzątania: - Pani wróciła z urlopu. Dała mi walizki i mówi: "Posegreguj brudne i czyste rzeczy". A tam skarpetki, majtki... Mam je wąchać czy co? I tak dobrze, że przyklejonych podpasek nie było - prycha. Marina jest nastawiona bojowo, chce w tej Polsce żyć jak pani. Wie już, że:

- w sklepie mięsnym Kogucik skrawki wędlin można kupić po 5 zł za kilo. I co z tego, że Polacy biorą to dla psów?

- w piekarni przy fontannie za tyle samo dostaniesz worek wczorajszych bułek. A wśród kajzerek trafiają się i drożdżówki, i croissanty.

- kościół katolicki jest równie dobry jak cerkiew w rodzinnym miasteczku.

Marina wyjechała z Ukrainy, bo miała dość kobiecego losu. Pracowała w państwowym banku przy okienku. Jak emeryci nie dostawali emerytur, wyżywali się na Marinie. Wracała z pracy, a mąż wracał ze swojej. Ona szła do kuchni, mąż szedł przed telewizor. W weekend dzieci wracały ze studiów i dołączały do ściskającego pilot ojca. Marina w tym czasie lepiła pierogi, żeby dzieci miały co jeść przez tydzień. - Teraz córka z Ukrainy dzwoni i się skarży, że ojciec wybrzydza. Zrobiła mu pierogi, a on marudził, że miały inny kształt niż te moje. W mieszkaniu, które wynajmuję w Piasecznie, mam nawet stolnicę. Ale jej nie tknęłam. To od niej z Ukrainy uciekłam.

Larissa: - W życiu nie przyznawaj się Polakom, że umiesz lepić pierogi! Nie dadzą ci spokoju, będziesz musiała ich codziennie karmić. A to trudniejsze od sprzątania. Ostatnio takim jednym robiłam pierogi cały dzień. Najedli się, a mnie nawet do stołu nie zaprosili.

Nina: - Jak zaproponują kawę - pij, nawet jeśli nie chcesz! Bo następnym razem już nie zapytają.

Lena: - Gdy idziesz pierwszy raz, nie przyznawaj się, że nigdy nie sprzątałaś. Mów, że poprzedni gospodarze cię zwolnili, bo przyszedł kryzys i nie było ich na ciebie stać. Nowi od razu poczują się lepiej.

Ukrainka, której się udało

Wracam na bazarek kolejnego dnia. Znowu nic. Dzwonię pod numery z ogłoszeń "Sprzedam sprzątanie", które znalazłam w warszawskiej cerkwi. Wszystkie już kupione.

Jadę do Piaseczna trzeci raz. Mężczyzn biorą, kobiety znowu stoją. Tylko raz podjeżdża samochód dostawczy. Miły pan mówi przez okno, że chce jedną panią na dwa tygodnie do kiszenia kapusty. Zapewnia mieszkanie i 7 zł za godzinę. Kobiety kręcą głowami, żadna się nie wyrywa. Jedna pyta, czy dadzą 8 zł. Dadzą. Wsiada i odjeżdża. Ja bym się bała.

Ze zwieszonym nosem idę do Olgi, która mieszka dwa przystanki dalej, też w Piasecznie. Nie stoi na bazarku. Jest Ukrainką, której się udało.

Z trzech powodów: Olga wynajmuje ładną kawalerkę w nowym budynku, Olga ma kartę stałego pobytu na 10 lat (nie musi wyrabiać wiz), Olga ma umówione mieszkania do sprzątania sześć dni w tygodniu. Na sukces Olgi składa się jeszcze czwarty element - małżeństwo z miłości. I to z Polakiem. O tym marzy każda z bazarku.

Pewność siebie, jaką mają kobiety pracujące od lat w tych samych domach, to pewność elity. Nie spotykają cię już historie, jakich doświadczają początkujące sprzątaczki: "Pani kazała mi szczotką do zębów myć kabinę prysznicową", "Chodzi z tyłu mnie i palcem sprawdza, czy czysto", "Nie pozwala myć mopem, muszę koniecznie być na kolanach", "Pozwala używać tylko wody i odrobiny octu", "Włożyła do mojej torebki woreczek z gównem". Zamiast tego można dostać SMS od stałych klientów: "Olu, dziękuję za dzisiaj, wszystko jest takie czyste, że aż strach się ruszyć". Zaczynasz w Polsce czuć się jak Polak - niebogaty, ale jednak człowiek.

Królicze futerko Olgi

Olga: - Od zawsze wiedziałam, jak potoczy się moja kariera zawodowa. Jak się dorasta w niezamożnej rodzinie, to wszystkiego brakuje. Pamiętam, że gdy byłam nastolatką, pojechaliśmy kiedyś z rodzicami na bazar. Chciałam mieć kolorowe królicze futerko, bardzo wtedy modne. Rodzice powiedzieli, że nas nie stać, i kupili mi tańsze, sztuczne. Byłam zrozpaczona, ale musiałam w tym chodzić. Niedługo potem, gdy kończyłam technikum księgowe, mama wyjechała do Polski. Powiedziałam, żeby od razu szukała mi pracy w Warszawie. Przyjechałam, zarobiłam pierwsze pieniądze i sztuczne futerko oddałam koleżance.

Na początku Olga pracowała po 10 godzin dziennie i dostawała za to 35 zł. Teraz się ceni. Bierze 150 zł za sprzątanie całego mieszkania lub domu. Za mycie okien i prasowanie trzeba jej dopłacać. I pracuje tylko u dobrych ludzi.

- Ostatnio zrezygnowałam po jednym dniu. Powody były trzy. Pani chciała kopię mojego paszportu, choć byłam z polecenia. Nigdy wcześniej mi się to nie zdarzyło. Dwa - wszystkie rodziny, dla których sprzątam, zachęcają, bym się częstowała tym, co stoi na stole. Prasowałam kilka godzin i wzięłam sobie jabłko z dużej misy. Pani weszła i powiedziała: "Nie powinnaś brać jabłka sama", i wyszła. Trzy: powiedziała, bym nie dotykała naczyń w zlewie, bo ona sama je wstawia do zmywarki. Wypiłam więc swoją kawę, wypłukałam kubek i też włożyłam do zlewu, bo nie wiedziałam, co zrobić. Ona: "Nie powinnaś zostawiać brudnego kubka". Byłam cały czas spięta, po co mi to? Swoje w życiu przeszłam, teraz zaczynam się cenić. Nowemu pracodawcy na wstępie mówię, że pracuję tylko osiem godzin. Jak biały człowiek.

Tyle że na czarno.

- Nikt nie proponował, że cię legalnie zatrudni? - pytam.

- Nikt. Może wśród klientów nie mam nadzwyczajnie bogatych ludzi?

Poznać po rękach i zębach

Praca na czarno to jeszcze pół biedy. Ale Olga osiem lat temu machnęła ręką na zbliżający się termin ważności wizy. - Pomyślałam: tylu naszych jest na czarno, kto mnie tu prosi o pokazanie paszportu? Ukrainka od Polki różni się tylko złotymi zębami i dłońmi - ukraińskie są bardziej spracowane. Byłam młoda, zakochana. Kto w takiej sytuacji o wizie myśli? Ale jak zaczęliśmy myśleć o ślubie, musiałam sama poddać się deportacji. W ambasadzie uspokoili mnie: "Odsiedzi pani rok w domu, a potem będzie mogła znowu ubiegać się o wizę". Na granicy Polacy wbili mi pieczątkę deportacyjną, odcisnęli palce i zapytali: "A czemu pani nie wróciła na Ukrainę wcześniej?! Co pani w Polsce tyle czasu robiła?". Ja: "Jak to co?! Pracowałam. Co innego można w Polsce robić?".

Olga siedziała rok w domu. W tym czasie jej mama pojechała do Polski. Narzeczony wyemigrował do Norwegii, by rok rozłąki się opłacił.

A mogła Olga zrobić inaczej. - Wystarczyło złożyć wniosek o zmianę nazwiska. Boże, ilu Ukraińców przyjmowało wtedy nazwiska matek czy żon! Poza tym u nas wszystko można załatwić. Znajomy chciał wyjechać do Anglii - zapłacił 3 tys. euro. Raz dostał paszport polski, raz litewski. Uczysz się nowego nazwiska i już cię wsadzają do tira, który jedzie do Wielkiej Brytanii. No, w porównaniu z tym dostanie się do Polski to pikuś - mówi Olga.

Narzeczony odwiedzał ją co kwartał. Pod koniec roku stali się mężem i żoną. Olga w Polsce dostała kartę pobytu. Jest panią.

- A ja ostatnio byłam na polsko-ukraińskim weselu w Pruszkowie. Młodemu skończyła się karta pobytu trzy dni przed ślubem. Bał się, że z urzędu stanu cywilnego go deportują i na front trafi - opowiadam.

- Co?! Karty pobytu nie dopilnował? Trzeba nowy wniosek składać ze 40 dni przed końcem - oburza się Olga. Karta pobytu to marzenie. Jak zaczyna się spełniać, trzeba o nie dbać.

Najważniejsza jest sieć

Pukanie do drzwi, wchodzi sąsiadka. Trzydziestoparoletnia Polka w dresie i kapciach: - Można do toalety? Twój mąż kończy już przyklejać płytki u mnie w łazience.

Olga: - On też na czarno. Po ślubie jeździł do Norwegii, ale stał się maszynką do robienia pieniędzy. Powiedziałam: "Wracaj, będziemy razem bidować w Polsce". Bo jaką ja mam szansę na inną pracę? Mogę w Auchan przy kasie siedzieć albo w sklepie za 1,2 tys. zł pracować. Szkoda, że na podstawie 10 lat wynajmu mieszkania nie da się dostać kredytu na mieszkanie. Bo za sam wynajem płacimy 1,5 tys. zł. Czasem mam dość swojej pracy. Myślę: mam dopiero 34 lata, czy naprawdę na nic innego mnie nie stać? Choć lepsze to, niż stać na ulicy.

- Kobiety z bazarku wiele by dały, żeby znaleźć się w twojej sytuacji - mówię i myślę też o sobie.

- Na szczęście nie musiałam tam stać, jak przyjechałam, mama w Polsce miała już sieć kontaktów.

Ja takiej siatki jeszcze nie mam, ale nauczyłam się, że trzeba wymieniać się numerem telefonu z niemal każdym poznanym w sklepie czy na przystanku Ukraińcem.

Na bazarek nie wracam. Dzwoni Marina, ta, która wyróżniała się białymi kozaczkami. - Jest praca w piekarni za 1,4 tys. zł. Znajoma mi oddała, ale ja wolę sprzątać, dużo zarabiać i być wolna - mówi.

Szybko utkała sieć. Ma już sprzątanie każdego dnia w tygodniu. Od razu wyglądała mi na zaradną. Czuję, że Marina będzie kolejną Ukrainką, której się udało.

Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,87648,17585083,Ukr ... z3W9zKzUZp
My kobiety jesteśmy aniołami, a gdy się nam podetnie skrzydła, lecimy dalej - na miotle:)
Awatar użytkownika
Beata
 
Posty: 1755
Rejestracja: śr lut 10, 2010 4:15 pm
Lokalizacja: Piaseczno

Szukali pracy, czeka ich deportacja

Postautor: Ireneusz » czw kwie 21, 2016 6:42 pm

Obrazek

We wtorek policja i straż graniczna przeprowadziły zmasowaną kontrolę w miejscu, w którym cudzoziemcy czekają na dorywczą pracę.

Na jeden sygnał o godzinie 5.30 radiowozy zablokowały ze wszystkich stron ulice Jana Pawła II i Dworcową w Piasecznie, uniemożliwiając przejazd. Wszystko po to, aby stojący na „giełdzie” (czy, jak mówią inni, na „targu niewolników”) nie mieli szans na ucieczkę. – To pora, o której zwykle w tym miejscu pojawiają się samochody osób poszukujących pracowników – informuje kom. Jarosław Sawicki, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Policji w Piasecznie.

Funkcjonariusze wylegitymowali wszystkich 82 obcokrajowców. Okazało się, że 12 z nich nie ma przy sobie wizy lub nielegalnie przedłużyło pobyt w naszym kraju. Straż graniczna zatrzymała ich do wyjaśnienia. To Ukraińcy, Mołdawianie oraz Kazachowie.

Policja zapowiada kolejne kontrole. Proszą o nie między innymi właściciele posesji, obok których gromadzą się obcokrajowcy. – Mieszkańcy narzekają, że oczekujący na oferty pracy śmiecą i utrudniają ruch – tłumaczy komisarz Sawicki.

Piotr Chmielewski,
fot. KPP w Piasecznie
http://nadwisla.pl/index.php?pokaz=tekst&id=5244
Awatar użytkownika
Ireneusz
 
Posty: 1161
Rejestracja: pt cze 04, 2010 1:36 pm

Działania Policji i Straży Granicznej w Piasecznie

Postautor: Redakcja » czw kwie 21, 2016 7:46 pm

Obrazek

19 i 21 kwietnia 2016 roku Policjanci z Piaseczna przy udziale Straży Granicznej w godzinach porannych przeprowadzili działania pod kryptonimem Wschód
http://www.powiat-piaseczynski.info/pia ... mem-wschod
Awatar użytkownika
Redakcja
Site Admin
 
Posty: 11350
Rejestracja: śr gru 22, 2010 2:28 pm
Lokalizacja: Powiat piaseczyński

Kłopotliwa ukraińska giełda pracy w Piasecznie

Postautor: Filip » ndz sty 07, 2018 1:10 pm

Obrazek

Nieformalna giełda pracy przy starej mleczarni trwa już od kilkunastu lat. Mieszkańcy żalą się na związane z nią uciążliwości. Od kilku tygodni nie ma już przenośnej toalety, którą gmina postawiła by ludzie nie załatwiali się w pobliskim sadku i przy ogrodzeniach. Okolica jest mocno zaśmiecona.

– Wiem bo codziennie muszę sprzątać przed ogrodzeniem, a i na działce bo są notorycznie wrzucane na moją posesję – opowiada jeden z mieszkańców. – Dodatkowo warto odnotować, że codziennie jest przez tych ludzi spożywany alkohol, niszczą zieleń wzdłuż posesji i od samego rana hałasują – opowiada mężczyzna.

Zwraca też uwagę na zagrożenie w ruchu drogowym przez notoryczne wychodzenie ludzi na ulicę, jak i również przez zatrzymujących się potencjalnych pracodawców, zazwyczaj na środku pasa ruchu.

– Wtedy na hura rusza tłum ludzi wokół samochodu nie zważając na innych uczestników ruchu – opisuje mężczyzna i dodaje, że wśród Ukraińców często dochodzi do bijatyk poprzedzonych spożyciem alkoholu.

– Mi jako mieszkańcowi nawet czasami trudno wyjść czy wyjechać gdyż stoją bezpośrednio w mojej bramie i często nie reagują gdy chcę opuścić posesję – skarży się mężczyzna. – Bezskutecznie od prawie dwóch lat piszę prośby do piaseczyńskiej policji i dostaję tylko zbywające odpowiedzi. Kilkakrotnie został w to miejsce rano wysłany radiowóz i wtedy było spokojnie, ale wiadomo że jak odjedzie to sytuacja wraca do normy.

– Nie jestem przeciwnikiem obcokrajowców w naszym kraju – zaznacza nasz Czytelnik. – Bez znaczenia czy nazywamy ich repatriantami, uchodźcami, emigrantami. Zamiast czekać aż sytuacja się rozwiąże sama, władze powinny dla tych ludzi przygotować miejsce w którym będą mogli stać, czekać na potencjalnego pracodawcę w przyzwoitych warunkach i nie utrudniać życia mieszkańcom. Są gośćmi w tym kraju i powinni kulturę tego kraju i jego mieszkańców uszanować. http://piasecznonews.pl/klopotliwa-ukra ... lda-pracy/
Awatar użytkownika
Filip
 
Posty: 1752
Rejestracja: pt kwie 06, 2012 3:18 pm
Lokalizacja: okolice

Na bazarku niewolników w Piasecznie rąk do pracy setki

Postautor: Beata » ndz maja 13, 2018 5:20 pm

Bezrobocie spada, a na "bazarku niewolników" rąk do pracy setki. Głównie Ukraińców.

Obrazek

Bezrobocie w Polsce jest na rekordowo niskim poziomie. Podobno nawet o Ukraińców do pracy zaczyna być trudno. Podobno, bo na nieformalnym "bazarku" w Piasecznie chętni do pracy na czarno jak stali, tak stoją. - Tylko stawki są trochę lepsze - mówią.

Gdzie jest "bazarek niewolników" - wie w Piasecznie każdy. - Prosto pan pójdzie, Dworcową, i tam taki stary zniszczony budynek jest. Dawna mleczarnia. Tam stoją. Polacy też, ale głównie Ukraińcy. Wie pan, bez papierów - mówi kobieta, którą spotykam zaraz po wyjściu z dworca PKP.

Na "bazarek" docieram kilkanaście minut po piątej. Długo nie muszę szukać, po przeciwnej stronie ulicy, przy przystanku, stoi 40 osób. Są podzieleni na cztery grupy. Pierwsze dwie, bliżej przystanku, to same kobiety. Dalej mężczyźni. Jest ich zdecydowanie więcej.

Podchodzę do pierwszej grupy kobiet, ale nie chcą ze mną rozmawiać. Patrzą podejrzliwie, po polsku albo nie mówią, albo udają. Pewnie dlatego, że jestem obcy, a do tego facet.

Idę dalej, tam, gdzie stoją mężczyźni. - Dla ciebie pracy nie ma? - pytają podejrzliwie. Ale za chwilę witają jak swojego, częstują papierosami, tłumaczą co i jak.

- Tutaj to zwykle tylko Ukraińcy, ale jak chcesz, to stój z nami, może ci się coś trafi - mówi Andriej. W Piasecznie jest już 11 lat. Cały czas na "bazarku".

Dlaczego stoją w grupach? Żeby klienci wiedzieli, do kogo podjechać. Ja stoję w grupie typowych robotników. Kawałek dalej, grupa młodszych chłopaków, szuka lżejszej pracy.

Są też dwie kobiece grupy. - Te tutaj, są do roboty - tłumaczy Andriej. - Tamte - pokazuje stojącą najdalej grupę kobiet. Znacznie młodszych i lepiej ubranych. - Tamte są do pracy - uśmiecha się znacząco.

15 zł za godzinę

Kilka minut po godz. 6 na "bazarek" podjeżdża samochód. Wysiadają dwie osoby i zagadują do stojących pod drzewem. Za chwilę otacza ich wianuszek kandydatów. Wszyscy mówią po ukraińsku, niewiele rozumiem.

Podchodzi do nich Dima, krzepki 50-latek. Za chwilę odchodzi, kręcąc głową. - Robota niestraszna, ale ten zapach... - wzdryga się.

- Chcą ludzi do sortowania worków z trawą - tłumaczy Andriej. - Tylko ta trawa parę tygodni w workach leży i kiśnie. Smród jest nie do wytrzymania, a jeszcze to trzeba na kompostownik wywalać. Płacą 15 zł. Ale ja za stary jestem na taki smród.

Obrazek

Chętni się znajdują, pięciu chłopaków wciska się do samochodu i odjeżdżają. Za chwilę podjeżdża kolejny. Pakuje się do niego pięciu robotników. Miejsca jest za mało, jeden wsiada do bagażnika.

Na ch... mi umowa?

Na "bazarek" w Piasecznie Ukraińcy przychodzą od lat. Mówią, że zawsze jakaś robota się znajdzie. Potrzeba ludzi do pracy w polu, magazynach, na budowach, sortowniach. Dla kobiet głównie w szwalniach i przy sprzątaniu. Przyjeżdżają tu po Ukraińców, bo Polacy chcą za dużo pieniędzy.

- Tu się od lat nic nie zmieniło - mówi Andriej. Ciągle przychodzą ludzie, ciągle ktoś szuka pracownika - opowiada. - No dobra, stawki się trochę zmieniły. Nikt już nie pracuje za 5 zł na godzinę, tylko za 15 czy 20.

Stoimy przez chwilę w milczeniu. Andriej zapala wymiętego Winstona. W tym czasie na bazarek podjeżdża kolejne auto. Bez słowa wsiada do niego trzech mężczyzn. Albo się znają, albo byli umówieni przez internet.

- Szukałem pracy w internecie, nawet kilka razy znalazłem. Ale to nie dla każdego - opowiada Andriej. - Trzeba mieć fach w ręku. Takich to teraz biorą i dużo płacą. Żadnego np. glazurnika to tu nie spotkasz, wszyscy mają jakieś fuchy. Dobry glazurnik to ze 60 zł z metra zarobi. A czasem nawet stówę, jak jest drobna mozaika. Ale mnie już za późno się uczyć. Muszę stać tutaj.

Pytam Andrieja, czy nie boi się policji, bo przecież prawie wszyscy przyjeżdżają na "bazarek" pracować na czarno. Jak się okazuje, większość jest w Polsce nielegalnie i na inną pracę szans nie ma.

- Na ch... mi umowa? - pyta. - Ja tak od lat za robotą jeżdżę, całą Europę zjeździłem. W Niemczech dobrze płacili, ale tam już nie wrócę - zaciąga się dymem. - Od razu poszedłbym siedzieć, już miałem wyrok za nielegalny pobyt.

Gdy rozmawiamy, na "bazarek" ciągle przychodzą nowi. Witają się, rozmawiają. Po ukraińsku. Dziwią się gdy słyszą, że jestem z Polski.

- A nie boicie się oszustów? Że wam nie zapłacą? - pytam

- A co to, nie ma kawałka cegły pod ręką? - mówi Andriej i zaciska pięści. - Tu jest pełno takich sk...ynów, co to chcą na robotę, ale bez pieniędzy. Ale my wiemy, jak sobie z takimi radzić! Jest robota, to ma być kasa!

Wszyscy wokół potakują. Dima dopowiada coś po ukraińsku. Rozumiem tylko wulgaryzmy.

Idź lepiej do swoich
Stoimy dwie godziny. Ludzi coraz więcej, ale od dawna nikt nie przyjechał po pracowników.

- Idź lepiej do swoich, do Polaków - radzi Andriej. - Też tu stoją, co prawda mniej, ale biorą lepsze pieniądze. Może ci się poszczęści. Jak nie, to zawsze możesz z nami.

Żegnam się i idę za starą mleczarnię. Faktycznie stoi tam kilku Polaków. W przeciwieństwie do Ukraińców, ci mówią dużo i chętnie. Opowiadają sobie anegdotki z "roboty".

- Raz nas wziął taki facet, nie chciał mówić co za robota, ale byliśmy głodni, to żeśmy wsiedli - mówi Zbyszek. - No i wywiózł nas 20 kilometrów, do siebie do domu. Postawił dwie flaszki i powiedział "pijemy!". No tośmy wypili. I tak cały dzień. Na koniec dał po 1000 zł i powiedział - żona z dziećmi na urlop wyjechała, a ja po prostu nie potrafię pić sam.

Ale taki, jak to nazywają, "strzał", często się nie trafia. Zazwyczaj stoją po kilka godzin i nikt nie przyjeżdża.

Opowiadają też o oszustach. Jest ich tu kilku. Za pierwszy dzień płacą, potem się wykręcają. - Taki jeden, jak tu podjeżdża i mnie widzi, to zaraz zawraca - mówi Piotrek. - Z pięć stów mi wisi.

Rozmawiamy przez chwilę. W pewnym momencie podjeżdża elegancki samochód. Wychodzi z niego mężczyzna po pięćdziesiątce. - Panowie, do pracy przy kablach potrzebuję. Do kopania, łatwy teren - mówi. Chłopaki patrzą po sobie. - 25 za godzinę - mówi Piotrek. Mężczyzna bez słowa odchodzi w kierunku Ukraińców. Za chwilę odjeżdża z trzema robotnikami.

Obrazek

- Mamy taką zasadę, że umawiamy się na stawki - tłumaczy Piotrek. Poniżej 18 zł za godzinę nie schodzimy. Za półdarmo nikt nie będzie robił. Ale sk...yn woli Ukraińców, bo taniej.

Pytam, czemu nie lubią Ukraińców. - To nie o to chodzi, że nie lubię - mówi Zbyszek. - Znam zaje...stych Ukraińców. Fachowców. Jedna taka potrafiła tynk kłaść na dwie ręce. I to jak równo! Ale wk...wia mnie to, że ja muszę tu żyć, płacić podatki, kupować w sklepach, a oni co dostają, to wywożą.

- I nam robotę zabierają, bo za grosze robią - wtrąca Piotrek. - A poczekaj, jak policja przyjedzie, papiery im sprawdzać. Zobaczysz, jak będą spie...lać. Żaden nie ma legalnych.

Chłopakom znudziło się stanie na słońcu. Idą do sklepu po piwo.

- Podobno bezrobocie zmalało - parska śmiechem chłopak w niebieskiej koszulce, który wcześniej się nie odzywał. - Ja już od tygodnia tak stoję i nic. Nawet na jeden dzień - mówi.

Pytam o umowy, legalną pracę, ale słyszę tylko ironiczny śmiech.

Za chwilę podjeżdża czarna skoda. - Umiecie panowie piłą robić? - pyta starszy mężczyzna, wysiadając z samochodu. - Piłą to każdy umie, tylko za ile? - pytają potencjalni drwale. Ja piłą nie umiem, więc siedzę cicho.

- 15 złotych - mówi klient. Chłopaki kręcą nosami, tylko Piotrek się targuje. Klient zgadza się na 19 złotych za godzinę. - Dobra, biorę. Do jutra muszę czynsz zapłacić - mówi, po czym wsiada do samochodu i odjeżdża.

Stoimy jeszcze godzinę, ale nikt więcej się nie pojawia. Strzału dziś nie będzie. Odchodząc, patrzę w kierunku setki Ukraińców, czekających na pracę. Widzę wśród nich Andrieja. Po niego też nikt nie przyjechał.

Imiona bohaterów zmienione. https://www.money.pl/gospodarka/wiadomo ... 05578.html
My kobiety jesteśmy aniołami, a gdy się nam podetnie skrzydła, lecimy dalej - na miotle:)
Awatar użytkownika
Beata
 
Posty: 1755
Rejestracja: śr lut 10, 2010 4:15 pm
Lokalizacja: Piaseczno

Czekają tu już od 5 rano. Polacy osobno, Ukraińcy osobno

Postautor: Justi » wt maja 29, 2018 7:25 am

Obrazek

Czekają tu już od 5 rano. Polacy osobno, Ukraińcy osobno. Sprawdziliśmy, jak się szuka pracy na czarno w Warszawie.

- Poza Warszawą robią za 10 zł i są szczęśliwi. Tu się wszyscy zgadali i tylko od 15 w górę - narzeka mężczyzna, który szuka rąk do pracy. Na czarno i na chwilę - dzień, dwa. Koszenie trawy, pielenie, prace w polu, sprzątanie, remonty, przeprowadzki. To wszystko mogą robić ludzie - Polacy i Ukraińcy - którzy już od bladego świtu czekają na tzw. bazarkach niewolników. Odwiedziliśmy dwa z nich - w Warszawie i Piasecznie.

Obrazek

Polacy razem, Ukraińcy razem

Są w Warszawie i okolicach miejsca, gdzie zbierają się poszukujący pracy. Dorywczej, fizycznej i na czarno. Polacy, Ukraińcy, czasem Białorusini. Bezrobotni, dłużnicy, emeryci, którzy chcą sobie dorobić. Czekają, aż ktoś podjedzie i zabierze do roboty. W polu, w szklarni, na budowie. Bez umowy, bez ubezpieczenia.

W jednym z tego typu miejsc, tzw. bazarku niewolników na Grochowskiej, tuż przed urzędem pracy, ruch zaczyna się tuż po 6 rano. W środę jest tam kilku mężczyzn w raczej średnim wieku. To przede wszystkim Polacy. Ukraińcy stoją kilkadziesiąt metrów dalej, przy skrzyżowaniu z Majdańską. A wszystko odbywa się pod nosem policji - zaraz przy urzędzie jest siedziba rejonowego Wydziału do walki z Przestępczością Gospodarczą i Korupcją.

Zatrzymują się furgonetki

Na bazarek idę około 5. O 6.30 mężczyzn jest już około dziesięciu. Torby i plecaki postawili obok, wciąż przychodzą nowi, podają sobie ręce. W pewnym momencie na czerwonym świetle na Grochowskiej zatrzymuje się furgonetka. Dwóch z czekających wsiada do szoferki i odjeżdża. Przed 7 do grupy podchodzi mężczyzna, dołącza do niego inny i razem udają się do jego samochodu po drugiej stronie ulicy.

Potem część stojących się wykrusza - z tego, co mówią zainteresowani, po 7 są już mniejsze szanse na znalezienie roboty.

W poniedziałek nie ma co przychodzić
Podchodzę do grupki mężczyzn. Na rozmowę godzi się tylko Tadeusz, który na targu nie bywa codziennie - dorabia sobie tu do emerytury.

- W poniedziałek nie ma nawet co przychodzić - czeka wtedy nawet 50 osób - mówi. Jak dodaje, są tu ludzie z całej Polski, nawet ze Szczecina. Także bezdomni. - Wychodzą z noclegowni albo nocują na działkach, jedzą w jadłodajniach i szukają roboty. Dziś tu, jutro gdzie indziej - dodaje. Bo miejsc takich jak to jest w Warszawie i okolicach kilka. - W Piasecznie, w Jabłonnie czy na Woli - przekonuje.

Budowlanka, przeprowadzki

Na Wspólnej Drodze - jak mówią na targ od nazwy ulicy naprzeciwko urzędu - stoją sami mężczyźni. Prace są z tych cięższych - budowlanka, przeprowadzki. Ktoś podjeżdża, mówi, ilu i do czego potrzebuje, ile płaci i zabiera tych, co są chętni. - Czasami wybiera, patrzy na aparycję - opowiada Tadeusz. Zdarza się, że umawiają się na późniejszą godzinę, np. wyniesienie mebli o 15.

Stawki? W granicach 15 złotych. Dziennie można zarobić na czysto od 100 do 150 zł, gdy pracuje się dziesięć godzin. Pytam, czy Ukraińcy biorą mniej. - Nie, tyle samo. Są dobrze zorientowani - odpowiada.

Pytam, jak to jest z tą robotą? - Loteria to jest - mówi Tadeusz. Dziś prawie nikt nie podjeżdża. A stoi się zwykle do 9, 10. Potem nie ma sensu. Idziemy zobaczyć, gdzie na oferty czekają Ukraińcy. Ale ok. 8 już nie ma tam nikogo. - Grosza jakiegoś masz? - pyta nagle na koniec Tadeusz. - Dyszkę daj!

"Weź mnie pan nie wku***aj"

Pytam, czy zdarzają się oszuści. - Weź mnie pan nie wku***aj - obrusza się Tadeusz. Jeden pracodawca wziął go na trzy dni pracy do Ząbek. Pierwszego dnia zapłacił wszystko, drugiego zaczęły się, jak opowiada mężczyzna, "chachmęty". Dostał tylko pół stawki, trzeciego dnia jeszcze mniej. - I co zrobić, skoro wszystko jest na czarno? Policję wzywać? Nie ma umowy, nie ma dowodu - komentuje.

Jak jedzie się na fuchę z nieznajomymi, trzeba też uważać, żeby tymczasem oni czegoś nie ukradli. Współpracownikom albo pracodawcy. Pewnego razu szefowi zniknęła wiertarka. Oraz jeden z pracowników. Pracodawca spytał Tadeusza i pozostałych, czy znają zbiega. - Tyle, co pana. Wiedział pan, z kim tańczy, trzeba było spisać dane z dowodów - odparł mu mężczyzna.

Tadeusz opowiada, że taki oszukany szef może szukać zemsty. - Przyjeżdża innym samochodem, wypatruje złodzieja. Zlokalizuje go - przyjeżdża kolega, niby zabiera delikwenta do roboty, a za autem jedzie drugie z kilkoma karkami. Wywożą do lasu i winowajca dostaje bęcki - mówi Tadeusz.

Obrazek

Bazarek niewolników w Piasecznie

W Piasecznie "targ" zaczyna się wcześniej. W czwartek po 5 rano na przystanku przy Jana Pawła II niedaleko Dworcowej jest już kilkanaście osób. Na razie większość to kobiety. Wszystkie z Ukrainy. Kilkanaście metrów dalej stoją ich rodacy płci przeciwnej. Na słupach ogłoszenia pisane cyrylicą - odręcznie i drukowane, jak to agencji pracy.

Obrazek

5:38 - podjeżdża biały van. Kobiety od razu otaczają auto, rozpoczynają się negocjacje. Po chwili do środka wsiada kilka z nich. Potem podchodzi jakiś mężczyzna. Pada "dzień dobry" po polsku i od razu otacza go wianuszek chętnych.

Zbiera się coraz więcej mężczyzn. Po 6 jest już ich kilkunastu, kobiet też przybywa. Średnia wieku to na oko jakieś 40 lat, ale zdarza się też sporo młodszych. Do kobiet podchodzi Polka. - Do czego? - pytają od razu. Mija moment i targ dobity, cztery idą z nią. Kolejny samochód - kolejne trzy panie wsiadają.

Teraz wolno przejeżdża inne auto, ale w środku już jest czterech facetów. 

Obrazek

Interwiu? A może Interpol?

Ukrainki nie chcą rozmawiać. - Interwiu? A może Interpol? - śmieją się. Tylko Irina spod Iwano-frankiwska (daw. Stanisławów) nie ma oporów. Już od 17 lat jest w Polsce. Głównie dlatego, że blisko stąd do domu. - Tyle samo do Warszawy, co do Kijowa, w którym nigdy nie byłam - zaznacza.

Dlaczego Polska? - Bo płacą lepiej, ale niewiele lepiej - wyjaśnia. I mówi, że ci, co za ojczyzną tak nie tęsknią, jadą dalej, do Niemiec czy Włoch. - U nas też jest normalnie, są łazienki, wszystko jest - śmieje się ze stereotypu zacofanej Ukrainy. Kilkanaście lat temu, dodaje, była większa bieda. Ale wciąż w Polsce można więcej zarobić.

Irina teraz pracuje, by opłacić studia dla wnuków. Jak tłumaczy, trzeba mieć m.in. na łapówki.

Obrazek

12 zł za godzinę? To za mało

Podjeżdża kolejny samochód, Irina idzie uczestniczyć w negocjacjach. Te jednak spełzają na niczym. - Do zbierania fasoli chciał za 12 zł za godzinę - mówi mi. - Za mało. Jakby na stałe było, to może. Tak to 14, 15 zł - podkreśla.

Długo miała tu stałą pracę. Robiła za pomoc w kuchni, ale kiedy nowy właściciel władzę oddał tam swojej teściowej, która zamiast współpracy wolała despotyczne rządy, Irina odeszła. Teraz szuka czegoś na krótko.

Jest tu legalnie, ma zaproszenie dla cudzoziemca od wojewody. Na miejscu jest też jej syn, który teraz próbuje ściągnąć do Polski swoją żonę i dziecko. Robi remonty, a pracodawca bardzo go ceni i zapewnia mieszkanie.

Policja? Raczej jej tu nie ma, ale Irina się nie boi, bo wszystkie papiery ma.

Obrazek

"Szto ty pie***lisz!"

Podjeżdża następny potencjalny pracodawca. Ale kobiety są oburzone. Szuka do pracy 100 km za Warszawą. - Szto ty pie***lisz! - grzmi jedna.

Idę do ukraińskich mężczyzn. Nie chcą rozmawiać. - Za pieniądze, k**wa, za darmo nie będę mówił - stwierdza jeden z nich. Świeci złotymi zębami. Argument, że i tak na razie czekają i nic nie robią, do nich nie przemawia. Udaje mi się tylko dowiedzieć, że warto stać tu nawet do 10. Fuchy są różne - wcześnie z rana szukają do pracy w polu, potem do innych.

Cały czas podjeżdżają auta, zabierają ludzi. Ale i tych ciągle przybywa.

Obrazek

Ci, co lubią pić

Polacy stoją za rogiem pod starą mleczarnią na Dworcowej. Ale, jak mówi zarówno Irina, jak i Ukraińcy, tam czekają głównie ci, co pić lubią. - Jakby dobrze pracowali, to by nie musieli tu stać - uważa kobieta.

Dziś jest ich tu tylko kilku. Akurat podjeżdża pracodawca. Szuka dwóch na budowę. - Jedno-dwa piwa można wypić, ale na budowie jest alkomat - informuje z marszu. - Widzi pan, jak to wygląda - mówi mi jeden z czekających, który zdecydował się z nim jechać. Drugiego chętnego szef tu nie znalazł.

Podchodzi inny, szukający ludzi do pracy. Do koszenia trawy. Pyta mnie, czy jestem zainteresowany. - Za ile? - próbuję wcielić się w rolę chętnego do pracy. - Ile pan chce? - odbija piłeczkę. - 15? - ryzykuję. Zgadza się. Mógłbym już jechać kosić, ale przyznaję się, że jestem z Metrowarszawa.pl.

Mirosław ma firmę budowlaną, szuka ludzi do różnych robót. Na tym bazarku jest pierwszy raz. Największy problem? - Wszyscy piją. I Polacy, i Ukraińcy. Alkomat jest, więc nie można. Zaraz ma taki na koparkę wsiąść, a pokazuje 1,3 promila - opowiada. Jak któryś pierwszego dnia pracuje, a drugiego już się nie pokazuje, to wiadomo, że wziął pieniądze i poszedł w tango. Kobiet nie zatrudnia, bo praca ciężka. Tutaj przyszedł szukać na krótko - na stałe zatrudnia na umowy, jak podkreśla.

- Poza Warszawą robią za 10 zł i są szczęśliwi. Tu się wszyscy zgadali i tylko od 15 w górę - narzeka.

Idzie szukać szczęścia dalej, podchodzi do pozostałych Polaków. - 17 zł - mówi jeden z nich. Pracować umie? Mierzą się wzrokiem. - Pije pan? - pyta Mirosław. Chwila ciszy. - Za kołnierz nie wylewam - przyznaje w końcu mężczyzna. - Pytam, czy dzisiaj jest pan pijany - Mirosław nie bawi się w dyplomację. Jest nieco po 7. - Jedno piwo wypiłem, nie będę pana oszukiwał - odpowiada szczerze tamten. - To dziękuję - słyszy w odpowiedzi. W końcu udaje się z trzecim. Odjeżdżają razem.

Obrazek

"Nie można im zabronić stania tam"
Policja, jak poinformował nas rzecznik prasowy komendy w Piasecznie, interweniuje na bazarku przy ulicy Dworcowej, ale również w innych miejscach w Warszawie. - Takich punktów jest kilka w stolicy. Policja prowadzi akcje we współpracy ze strażą graniczną, która upoważniona jest do kontrolowania, czy osoby zbierające się w tych miejscach mają zgodę na pobyt w kraju - mówi kom. Jarosław Sawicki. Jak dodaje, w większości przypadków Ukraińcy, zbierający się na bazarku, przebywają w Polsce legalnie. - Pojedyncze osoby nie mają zgody na pobyt - informuje.

Inną kwestią, jak mówi, są zgłoszenia od samych mieszkańców. - Interweniujemy również dlatego, gdyż te miejsca są uciążliwe dla ludzi. Samochody, które zatrzymują się po pracowników, tamują ruch, powodują utrudnienia. Mieszkańcy skarżą się również na zaśmiecanie i zanieczyszczanie terenu - mówi i dodaje: Mieszkańcy nawet apelowali, aby samorząd wydzielił specjalne miejsce na takie spotkania, ale oczywiście nie można tego zrobić. Nie możemy wyznaczyć miejsca, w którym odbywać się będzie nielegalne zatrudnianie.

"Nie możemy zabronić ludziom, żeby tam stali"

Sawicki podkreśla, że działania policji polegają przede wszystkim na interweniowaniu, gdy dochodzi do zakłócania porządku lub gdy jest podejrzenie, że ktoś nie ma zgody na pobyt w kraju. Wtedy wkracza również straż graniczna. - Nie możemy zabronić ludziom, żeby tam stali - przekonuje.

Co z samymi pracodawcami, którzy zatrudniają na czarno? - Policja nie ma obowiązku sprawdzania, czy pracodawca zatrudnia tych ludzi na umowy, czy odprowadza podatki i składki. To obowiązek inspekcji pracy. Oczywiście, jeśli jakiś urząd prosi nas o wsparcie, to zawsze go udzielamy - wyjaśnia. Jak podkreśla, "bazarki niewolników" to problem ogólnopolski. - Skoro jest popyt, jest i podaż - mówi.

Na końcu przekonuje, że w najbliższym czasie mają się odbyć kolejne akcje policji i straży granicznej na bazarkach niewolników.

Imiona bohaterów zostały zmienione.
Więcej: http://metrowarszawa.gazeta.pl/metrowar ... .html#Z_MT
Awatar użytkownika
Justi
 
Posty: 588
Rejestracja: wt sty 01, 2013 3:42 pm

Ukraińcy w Piasecznie zostawieni sami sobie

Postautor: Kacperek » wt paź 02, 2018 9:52 pm

Obrazek

Ukraińcy to największa grupa obcokrajowców mieszkających i pracujących na terenie powiatu. Ich obecność jest widoczna dla mieszkańców, ale niespecjalnie zauważana przez urzędników.

Czasy, kiedy o obecności osób zza wschodniej granicy na naszym terenie świadczyła tylko tzw. „giełda pracy” w okolicach Starej Mleczarni w Piasecznie i opowieści znajomych o godnych polecenia paniach sprzątających, to już przeszłość. Dziś Ukraińców spotykamy w przychodni, szkole, sklepie. I to nie tylko w roli klientów, ale też co raz częściej pracowników. Mężczyźni pochodzenia ukraińskiego nadal najczęściej pracują na budowie, a kobiety jako sprzątaczki, w sezonie dochodzi do tego praca u rolników i sadowników. Ukrainki pracują w sklepach oraz jako pomoce przedszkolne i szkolne. Ukraińcy często jako kurierzy i kierowcy, nie tylko Ubera. Ułatwienia dla pracodawców zatrudniających obcokrajowców oraz mała liczba rodaków chętnych do pracy w niektórych branżach, to szansa dla tych, którzy posługują się językiem polskim. Czy o tym wiedzą? Z pewnością nie wszyscy.

Ogromny rynek pracy

Rozmawiamy z osobami czekającymi na pracę przy ul. Jana Pawła II w Piasecznie. Pytamy, czy ktoś się nimi interesuje, wspiera, oferuje pomoc. Patrzą zdumieni i odpowiadają zgodnie, że nie. O tym, że Powiatowy Urząd Pracy ma sporo ofert dla obcokrajowców, też nie mają pojęcia.

– A gdzie ten urząd? – dopytuje kilka kobiet. I bardzo się dziwią na wieść o tym, że to zaledwie kilkaset metrów od „giełdy pracy”. Jak wynika z danych PUP w Piasecznie, w 2017 r. pracodawcy chcieli zatrudnić blisko 47 tys. cudzoziemców. 19 tysięcy miejsc pracy czekało na terenie powiatu, w tym 16,4 tys. dla obywateli Ukrainy.

– Z analizy danych wynika, że w naszym powiecie pracę podjęło 45 797 cudzoziemców, w większości obywateli Ukrainy – 17 691 osób, czyli 38,6% wszystkich cudzoziemców zatrudnionych w powiecie piaseczyńskim – czytamy w raporcie za 2017 rok. Mowa tu oczywiście o legalnym zatrudnieniu. Z danych MSWiA z początku 2018 r. wynika, że w Polsce przebywało wtedy blisko 150 tys. Ukraińców. Oznaczałoby to, że ponad 10% z nich mieszka i pracuje na naszym terenie. I znowu, te statystyki dotyczą osób przebywających na terenie Polski legalnie, w oparciu o pozwolenia na pobyt czasowy lub stały. W związku z podpisanym w 2017 r. porozumieniu między Unią Europejską a Ukrainą, jej obywatele mogą swobodnie poruszać się po terenie UE na podstawie paszportu biometrycznego, co ułatwia im wstęp do Polski. Ile osób przebywa i pracuje na terenie powiatu nielegalnie, nikt nie jest w stanie odpowiedzieć. Według danych UG z 17 września 2018 r., w Piasecznie zameldowanych jest 793 obywateli Ukrainy, z czego 677 osób na pobyt stały, a 116 na pobyt czasowy. Do gminnych szkół uczęszcza 91 uczniów pochodzenia ukraińskiego.

Na razie jest spokojnie

Gmina nie prowadzi żadnego programu dedykowanego cudzoziemcom i nie współpracuje w tym zakresie z żadnymi innymi instytucjami.

– Tak jak w wypadku innych mieszkańców, także wśród tych osób znajdują się takie, które objęte są pomocą Miejsko Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej. Pomoc dla tych osób udzielana jest zgodnie z obowiązującymi przepisami, po indywidualnym rozpatrzeniu sprawy – informuje Biuro Promocji UG.

Instytucją, która zajmuje się pomocą cudzoziemcom, jest Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie w Piasecznie. Podejmowane przez Centrum działania dotyczą jednak głównie osób, którym przyznano status uchodźcy lub objęto inną formą ochrony uzupełniającej. Nie dotyczy to osób, które podjęły emigrację zarobkową. W 2017 roku PCPR w Piasecznie pomogło jednej czteroosobowej rodzinie pochodzenia ukraińskiego.

Nasi ukraińscy rozmówcy twierdzą, że nie interesuje się nimi również żadna instytucja międzynarodowa, fundacja czy konsulat. W razie potrzeby pomagają sobie nawzajem. Krótko mówiąc, dopóki nie sprawiają większych problemów, stają się dla wszelkich instytucji niewidzialni. A jak wynika z danych piaseczyńskiej policji, nie generują jakichś specyficznych problemów.

– Komenda Powiatowa Policji w Piasecznie oraz jednostki podległe odnotowały przypadki przestępstw oraz wykroczeń z udziałem obywateli Ukrainy. Są to pojedyncze osoby, a zdarzenia dotyczą kierowania pojazdami w stanie nietrzeźwości, sprzedaży artykułów bez polskich znaków akcyzy, kradzieży, w tym również sklepowych – informuje asp. szt. Maciej Blachliński. Ukraińcy nie tylko bywali podejrzanymi o popełnienie przestępstwa, ale również ofiarami drobnych kradzieży ze strony innych osób tej samej narodowości.

– Nie odnotowaliśmy ataków o podłożu narodowościowym na obywateli Ukrainy – zapewnia Blachliński. Informacje tę potwierdzają też osoby, z którymi rozmawiałam.

– Nie, nie spotykają nas żadne nieprzyjemności ze strony Polaków – mówią zgodnie. Miejmy nadzieję, że tak jest i pozostanie. Choć wielki czarny napis na murze mleczarni kładzie się lekkim cieniem na tym obrazie. https://www.przegladpiaseczynski.pl/spo ... ami-sobie/
Awatar użytkownika
Kacperek
 
Posty: 1734
Rejestracja: śr maja 13, 2009 5:48 am
Lokalizacja: Powiat Piaseczyński


Wróć do Sprawy mieszkańców gminy Piaseczno

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości